zaloguj się
SZTUKATEATRFILMMUZYKAMUZYKA KLASYCZNAOPERAKSIĄŻKATANIECDESIGNARCHITEKTURAFOTOGRAFIAHOMOŁADNIEKOBIETYPOLITYKA KULTURALNA

ZAPALENIE UCHA, A MSN

_
11.01.12

Gdyby takie Bilbao chcieli zbudować, to bardzo proszę! Byłam z mężem, wie pan. W godzinkę to przeleciałam, żeby męża nie denerwować, bo on, pan rozumie, sztuki nie poważa.

Szpital na Wolskiej, dzisiejsze popołudnie.

Trzeba było jeszcze dłużej czekać. Najlepiej, jak pan już ogłuchnie i będzie wył z bólu. Tak, mamy rozwalone górne drogi oddechowe. Nos też zainfekowany. Masakra. Zobaczmy lewe ucho. Aha, ostre zapalenie w najlepsze. Prawe, no tu się już rozwija. Zacznie szaleć za parę godzin. To się pan załatwił. Teraz to już dużo nie zrobimy, bo nam się porozwijało wszystko i musi się wygasić. Pan wie, to jest jak z wielkim pożarem. Nie to, że parę wozów od razu wszystko zagasi, to musi potrwać. Dam panu taki antybiotyk, wie pan, pospolite ruszenie, bo natowskiej armii to już nie ma co uruchamiać w pana stanie. Niech pan siada, powypisujemy różne cudowne proszki. A co pan robi? Dziennikarz? No proszę. Sportowy może i o naszej Justynce pan pisze? A, kulturalny. No to też nie wstyd. Chociaż ja panu powiem, że to Muzeum Sztuki Współczesnej, co czytam w gazetach... Nowoczesnej? Może i tak, jeden pies. No mówię panu, że ja tego nie rozumiem. Za takie pieniądze takie szkaradztwo, bo wie pan, ja się może nie znam, ale to jest naprawdę brzydkie. Nie było ładniejszych, innych budynków? A widzi pan! Były. I Anda Rottenberg chciała inny, mówi pan. A, no to przynajmniej jestem w dobrym towarzystwie. To jest fest kobieta. Ten antybiotyk, to jedna tabletka co 12 godzin, do wyczerpania, dobrze? A ci Żydzi, niech pan zobaczy, jak pobudowali. Taki ten budynek ciekawy i ładnie wpisany w okolicę i te łamania, co to podobno były niewykonalne. I proszę, Żydzi, proszę pana, to potrafią. Stalowe wygibasy i Morze Czerwone ze szkła, wszystko. Zaraz będą otwierać i Obama ma przyjechać, a my to nic nie umiemy zbudować. Dla mnie, wie pan, to nasze muzeum sztuki to przypomina Dom Chłopa. Może tam powinno się przenieść? Bo jak już mamy coś budować na placu Defilad to jakoś tak z rozmachem, żeby jak Niemcy przyjadą, to się zachwycali. A nie taka, wie pan, szopa. To jakiś Fin projektował. Szwajcar? To, wie pan, jest to samo. Bo jakie oni mają osiągnięcia architektoniczne? Jakaś wieża w Pizzie, jakiś Louvre? Same chaty tam mają tylko i kozy. Tu pan mi wpisze PESEL i resztę danych, to panu nie przystawę tej pieczątki, że do decyzji NFZ. No taki żart... Także wie pan, ja tego nie widzę, bo nawet, gdyby to zbudowali za te ciężkie miliony, to co my tam wstawimy? Ja się na tym nie znam, ale niech pan powie, no ilu mamy tych artystów współczesnych? Paru się znajdzie. Ta Abakanowicz robi te, wie pan, gliniane potwory, ale to się w tej Emilce pomieści, nie? Gdyby takie Bilbao chcieli zbudować, to bardzo proszę! Byłam z mężem, wie pan. W godzinkę to przeleciałam, żeby męża nie denerwować, bo on, pan rozumie, sztuki nie poważa. Ale dużo zdjęć porobiłam, to potem sobie na spokojnie w domu popatrzyłam. Bo sztukę, to nie powiem, jednak lubię. I te kropelki, to do ucha. Dwie do każdego trzy razy dziennie, to panu te boleści lekko ukoi. No, to mamy wszystko wypisane. W łóżku leżymy i do końca tygodnia niech pan nawet nie próbuje wychylać nosa z domu. Do widzenia.

SOC-ARCHI-MAPA

_
04.01.12

Jarosław Trybuś i Grzegorz Piątek przygotowali kolejną Archimapę. Tym razem poświęconą socrealistycznej Warszawie - przez jednych kochanej, przez innych znienawidzonej.

"Archimapa. Architektura Warszawy 20-lecia międzywojennego" wyszła na początku lipca zeszłego roku i zrobiła furorę. Rozchodziła się jak świeże bułeczki, choć tania nie była (18 zł!). Nakład wyczerpał się dość szybko, ale - i to jest dobra wiadomość - będzie dodruk. Tymczasem w przyszłym tygodniu dostaniemy do rąk własnych kolejną obiecaną mapę architektoniczną stolicy pod tytułem "Archimapa. Warszawski socrealizm 1949-56". Autorami są niezmiennie krytycy architektury - Jarosław Trybuś i Grzegorz Piątek, a grafikę opracowała Magda Piwowar. Spotkanie promocyjne odbędzie się 10 stycznia o 18.30 w Warsztacie przy placu Konstytucji 4. 

To nie koniec archimap. Trzeciej odsłony możemy spodziewać się latem, tym razem tematem będzie Warszawa niezaistniała (1944). To będzie także zapowiedź książki Jarosława Trybusia "Warszawa niezaistniała. Niezrealizowane projekty urbanistyczne i architektoniczne Warszawy 20-lecia międzywojennego", którą Instytut Stefana Starzyńskiego Muzeum Powstania Warszawskiego wyda jesienią tego roku. Instytut jest także wydawcą archimap.

Acha, i jeszcze dobra informacja dla tych, dla których archimapa była zbyt droga. Tym razem będą dwie wersje mapy: droższa (18 zł) i tańsza (około 10 zł), czyli Warszawa na każdą kieszeń.

CZY PAN TO ROZUMIE?!

_
24.12.11

Wybrałem się dziś z gazetami do Green Coffee przy Brackiej, gdzie od razu zostałem postawiony na baczność przez dziewczynkę za ladą. W naszym mieście, kawę lepiej pić w domu.

Poziom obsługi w naszym kraju, co wiedzą wszystkie znające mnie osoby, doprowadza mnie zwykle do szału. Właściwie nie zdarza się, żebym się poczuł potraktowany wzorowo przez ludzi pracujących gdziekolwiek. Ostatnio byłem w Doppio przy Gałczyńskiego, miejscu z przepysznym jedzeniem, które było nominowane w tegorocznym plebiscycie "Knajpa Roku" organizowanym przez "Stołeczną Gazetę Wyborczą". I taka była tam obsługa, że zszokowany opowiadałem o tym znajomym przez dwa dni. Przesympatyczne kobiety, uśmiechnięte, żartujące. Po prostu nie chciało się stamtąd wychodzić! Coś takiego zdarza się raz na milion.

Polska jest jedynym na świecie krajem, w którym sales people nie mówią człowiekowi "dzień dobry". Wchodzisz do sklepu czy knajpy i oni patrzą się na ciebie, jak na stwora z kosmosu. Jakieś "dzień dobry"? Zapomnij człowieku. Czego chcesz?

Drugi, mój absolutnie ukochany przypadek, to "nie ma pan drobnych?" oraz "nie mam wydać". Wtedy trafa mnie już szlag i skacze mi ciśnienie. Przysięgam, że nigdy w życiu, poza granicami Polski, nie zdarzyło mi się usłyszeć, że ktoś nie ma wydać reszty. Nigdy! W Polsce to normalne, szczególnie w taksówkach. Posiadanie drobnych do wydawania reszty jest czymś, co przerasta ludzi prowadzących biznesy (głównie gastronomiczne) w naszej umiłowanej ojczyźnie. 

No i dzisiejsza kawa w Green Coffee. Wchodzę, jest około 9.00 rano. Nie ma nikogo. Muzyka wyje tak, że zaraz pękną szyby w oknach. Za ladną stoi z miną z cyklu "po co żeś tu przyszedł" dziewczyna. Ledwo się słyszymy. Zamawiam kawę i proszę o ściszenie muzyki. Zaczynam czytać, ale nie jestem w stanie. Muzyka nadal wyje niemiłosiernie. Wstaję, podchodzę raz jeszcze do zajętej rozmową przez komórkę dziewczynki i ponawiam prośbę o ściszenie. - Przecież ściszyłam! Nie słyszy pan? To gra głośniej tylko przy wyższych tonach. Nie będę za każdym razem tego ściszała. Czy pan to rozumie?!

Nie dotarłem nawet do działu zagranicznego "Wyborczej". Zwinąłem gazetę, nie dopiłem kawy, wstałem i wyszedłem, postanawiając, że choćbym zdechł moja noga nie postanie w tym lokalu. Wesołych Świąt Green Coffee!

PROJEKTY ROKU NAGRODZONE

_
17.12.11

Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej przyznało po raz pierwszy swoje nagrody "Projekt Roku". Jedną dostał magazyn "WAW".

STGU, które bardzo konsekwentnie buduje tak zwane środowisko, integruje ludzi i tworzy standardy konkursów graficznych w Polsce, postanowiło przyznawać od tego roku swoje nagrody. "Konkurs 'Projekt Roku – Polski Konkurs Graficzny' to inicjatywa, która pokazuje jak ważne jest projektowanie graficzne i jaką rolę pełni ono dzisiaj w kształtowaniu naszego otoczenia. To pierwszy w Polsce konkurs projektowania graficznego, który pokazuje najciekawsze realizacje polskich autorów, a zarazem poddaje refleksji funkcje dizajnu oraz odpowiedzialność społeczną twórców", czytamy na stronie internetowej konkursu.

Nominowanych było mnóstwo wspaniałych grafików i rysowników. Było z czego wybierać, ale rozkoszne drewniane medale, jury w składzie Piotr Rypson, Bogna Świątkowska, Kuba Sowiński i Rene Wawrzkiewicz przyznawało oszczędnie.

I tak, w kategorii Funkcja nagrodzone zostało Towarzystwo Projektowe Grzegorza Niwińskiego, Jerzego Porębskiego i Piotra Stolarskiego za System Identyfikacji Miejskiej dla Bielska-​Białej. Towarzystwo znane jest w stolicy z naszego "niebiesko-czerwonego" SIM, projektu mebli miejskich na Krakowskim Przedmieściu, a ostatnio z projektu renowacji Dworca Centralnego.

*SIM dla Bielska-Białej to jedna z niewielu w Polsce kompleksowych i przemyślanych realizacji miejskiego systemu informacji, jest efektem współpracy i porozumienia między zleceniodawcą, a projektantami. Powodzenie tego typu przedsięwzięcia może być osiągnięte tylko w warunkach pełnego zrozumienia i otwarcia na problemy projektowe ze strony klienta, w tym wypadku Urzędu Miejskiego. SIM Bielska-​Białej jest kolejną, po wzorcowym systemie warszawskim, udaną realizacją Towarzystwa Projektowego, która łączy pełną funkcjonalność projektu z szacunkiem do miejsca i uwzględnieniem jego tradycji, struktury oraz nawyków mieszkańców, wziętymi pod uwagę na każdym etapie projektowania. Projekt jest w trakcie realizacji. Nominując zarówno projektantów, jak i zleceniodawcę, Jury ma nadzieję na pełne wdrożenie systemu.

W kategorii Etyka nagrodę zgarnął nasz ulubiony łódzki brand, czyli Pan Tu Nie Stał (Justyna Burzyńska i Maciej Lebiedowicz).

Wyjątkowa działalność łódzkiej firmy łączy w sobie poczucie humoru, oryginalność form i rozwiązań projektowych, wysoką jakość graficzną z twórczą i świadomą reinterpretacją polskiej historii projektowania i pop kultury. Pan Tu Nie Stał stosuje etyczną produkcję realizowaną przez lokalnych rzemieślników i producentów. Łódzka marka działa spójnie, konsekwentnie i bezkompromisowo, z szacunkiem podchodzi do lokalnej tradycji i języka. Działalność Pan Tu Nie Stał na każdym etapie: projektu, produkcji i dystrybucji, łączy w sobie etykę, zakorzenienie w lokalności oraz wysoką jakość.

Nagroda w kategorii Wydarzenie powędrowała do wydawnictwa Katarakter za książkę "Widzieć/Wiedzieć. Wybór najważniejszych tekstów o designie" pod redakcją Przemka Dębowskiego i Jacka Mrowczyka.

Antologia zarówno krytycznych, jak i źródłowych tekstów o projektowaniu graficznym zapełniła ogromną lukę na polskim rynku wydawniczym. Po raz pierwszy czytelnicy mogą zapoznać się z bogactwem i wielowątkowością XX-​wiecznych debat o dizajnie, a także z wachlarzem podejść i zagadnień, które lokują projektowanie graficzne w szerokim polu refleksji humanistycznej. Ta inspirująca i pouczająca książka już z chwilą publikacji stała się klasyczną pozycją z dziedziny projektowania i kultury wizualnej w ogóle.

Oraz na Wydział Projektowy Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach za Konferencję Projektową "Odpowiedzialne projektowanie graficzne".

Cykl konferencji organizowanych przez Wydział Projektowy ASP w Katowicach jest jednym z najbardziej ambitnych intelektualnie wydarzeń poświęconych projektowaniu graficznemu w Polsce. Imponująca lista autorytetów z całego świata, którzy co dwa lata są zapraszani do Katowic oraz doskonały dobór najbardziej palących i istotnych dla współczesności dizajnu tematów, świadczą o najwyższym poziomie konferencji. Poruszony w 2010 roku problem odpowiedzialności w projektowaniu graficznym jest jednym z najważniejszych zagadnień dla współczesnej refleksji o dizajnie, a także dla samego projektowania.

Nagrodzeni w kategorii Debiut zostali Alicja Kobza, Małgorzata Frąckiewicz i Tomek Głowacki, czyli Poważne Studio.

Dojrzałym projektom młodego studia udaje się połączyć pomysłowość i atrakcyjność wizualną z funkcjonalnością publikacji i ich dostosowaniem do różnych odbiorców i szerszego rynku.

Nadrodę w tej kategorii otrzymała także Agata Dudek

Bogate portfolio ilustratorki charakteryzuje dojrzały i wyrazisty styl. Autorka z powodzeniem łączy różne techniki rysunkowe i malarskie trafnie dostosowując formę i anegdotę do medium i komentowanego tematu.

Supernagroda w kategorii Autorytet powędrowała do Karola Śliwki, który stworzył znane wszystkim logotypy, jak choćby ten dla Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie czy dla Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych, ale perłą w koronie znaków stworzonych przez Karola Śliwkę jest z pewnością "skarbonka" Banku PKO. To chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków graficznych w Polsce.

Projektant o ogromnym dorobku łączy w sobie skromność i wielki talent. Projekty logotypów i znaków Karola Śliwki stały się ikonami kultury wizualnej i w wielu wypadkach z powodzeniem funkcjonują do dziś jako nieodłączne elementy polskiej codzienności. Potrafi on jako jeden z niewielu połączyć prostotę i funkcjonalność znaku z lapidarnym, trafnym i czytelnym ujęciem charakterystyki firmy, czy insytucji, dla której projektuje. Łączy on perfekcjonizm i doskonałość warsztatową z błyskotliwą inteligencją oraz dogłębnym zrozumieniem specyfiki projektowania znaków i logotypów.

And last but not least, nagrodę w kategorii Forma otrzymali: Edgar Bąk za projekt, wydawanego przez Nowy Teatr w Warszawie, magazynu "WAW", Tymek Jezierski za plakaty dla klubokawiarni Chłodna 25 i Ryszard Bienert za "Dobosz Photography Book". Oto uzasadnienia nagród dla panów.

Projekt warszawskiego magazynu kulturalnego łączy w sobie nawiązania do codziennego doświadczenia otaczającej rzeczywistości, specyfiki przestrzeni miejskiej przy pełnej świadomości współczesnych tendencji projektowych oraz oczekiwań czytelnika i wydawcy. Magazynowi „WAW” udało się osiągnąć wyrafinowaną i bardzo atrakcyjną wizualnie formę z zachowaniem pewnej surowości i autentyzmu polskiej kultury wizualnej.

Serię plakatów dla warszawskiej klubokawiarni Chłodna 25 cechuje swoboda granicząca z nonszalancją, poczucie humoru i dobry smak, fantazja i odwaga. Ich trafna, a jednocześnie aktualna i lekka forma idealnie współgra z formułą niewielkich, pojedynczych wydarzeń kulturalnych. Plakaty Tymka Jezierskiego są jednocześnie ironicznym komentarzem do tradycji polskiego plakatu tworzonego za pomocą narzędzi rysunkowych i malarskich.

"Dobosz Photography Book" to rzadki w Polsce przykład książki, której struktura oraz wyszukana i urozmaicona forma oparta jest przede wszystkim na twórczym i umiejętnym użyciu typografii. Bogactwo form nie narusza konstrukcji opowieści graficznej, zachowuje spójny i jednolity charakter. Jest to jednocześnie doskonała, dopracowana w każdym szczególe realizacja poligraficzna.

Po dzisiejszym wieczorze jeszcze mocniej utwierdziłem się w przekonaniu, że coś bardzo, ale to bardzo dobrego dzieje się w polskim projektowaniu graficznym, że jest nadzieja w narodzie. Cieszy mnie kolejna nagroda dla "WAW", ta zobowiązuje szczególnie. Nie tylko do trzymania poziomu, ale także do promowania naszych zdolnych grafików. W imieniu redakcji dziękuję i serdecznie gratuluję wszystkim nagrodzonym.

 

*Kursywą zapisane są uzasadnienia jury.

NO TO THINGO!

_
06.12.11

Już za kilka dni startuje strona internetowa, w której zakocha się cała Warszawa, a potem reszta Polski. Mówię wam, będziecie się wymieniać na potęgę!

No dobra. Lubię to. Lubię to bardzo. Dawid Bednarski, odpowiedzialny za PR tego przedsięwzięcia, już mnie ma. Pokazuje mi prezentację i wie, że złapałem haczyk. I to jest problematyczne, bo ja, jak wiadomo, lubię przywalić. Zawsze wspaniale jest napisać, że ktoś jest skończonym imbecylem albo że zrobił żenujący projekt. Ach, to jest zawsze gratka! Pisanie dobrze o czymś/o kimś jest nudne i nie sprawia żadnej przyjemności, ale jak mus to mus. Niestety, w tym przypadku jestem zmuszony wpaść w zachwyt.

Thingo (już lubię to słowo) to nic innego, jak "thing to go", czyli rzecz, której chcemy się pozbyć. Bo nam się znudziła, bo mamy dwie, bo prezent był nietrafiony, bo się przeprowadzamy do mniejszego mieszkania, bo sami coś tworzymy, bo... Powodów może być tysiąc. Patent nie jest odkryciem Ameryki. Podobne strony już funkcjonują na świecie, a nawet ponoć i w Polsce. To, co ma odróżniać od nich Thingo, to ogólnie rzecz biorąc klasa. Tu ma być pięknie, dizajnersko i w ogóle fabulous.

Instrukcja obsługi jest prosta, jak umysły naszych posłów. Zakładamy profil, fotografujemy to, co chcemy wymienić i wrzucamy na stronę. Możemy napisać, co byśmy chcieli w zamian i czekamy na propozycje. Jeśli się na coś zdecydujemy, przesuwamy zdjęcie naszego thingo, na obrazek drugiego thingo (zupełnie jak w applowskich gażetach) i siup, wymiana gotowa. Zupełnie bezgotówkowo. Można też wymieniać usługi: ja ci zrobię sesję zdjęciową, ty mnie pouczysz hebrajskiego, ja ci się zaopiekuję psem, ty mi wypożyczysz na weekend swój domek na Mazurach.

Thingo wymyśliła czwórka przyjaciół: Natalia Jakubowska, Jacek Kołodziejski, Ania Łoskiewicz i Łukasz Gronowski. Silna stołeczna drużyna. Portal będzie rozkręcany podczas tegorocznych Przetworów (9-11 grudnia w Soho Factory na Mińskiej 25). Tam zacznie działać Wymiennik. Będzie można przynieść swoją rzecz, która zostanie profesjonalnie sfotografowana i poddana thingizacji. Osoby, które wezmą udział w Wymienniku będą mogły, jako pierwsze testować działanie portalu.

No to Thingo(.pl)!


©2011 UPTOWN MEDIA, Design: Edgar Bąk