Arek Gruszczyński
13.07.11
Maciej Nowak zagrzmiał na Facebooku: „UFO to ściema i pomyłka”. I w komentarzach dodał: „To kompletnie martwe miejsce. Poza tym drażni mnie ingerencja w świetną modernistyczną koncepcję urbanistyczną. Co to jest stawiać płot ze sztachet w środku miasta?” oraz „Tam nie ma niczego. Poza zadęciem” i jeszcze na koniec: „Miejsko jest wtedy, gdy istnieje dobrze zaprojektowana przestrzeń. A w tym wypadku – wyśmienicie. Tylko trzeba o nią dbać. Przycinać i dosadzać ogród różany, być może unowocześnić urządzenia fontanny, bo na przestrzeni kilkudziesięciu lat technologia w tym zakresie bardzo się zaawansowała. To zupełnie, jak z Dworcem Centralnym – arcydziełem architektury, które zostało tak zapuszczone, że zaczęto poważnie rozważać jego wyburzenie. Ale, gdy jakiegoś obiektu nie sprząta się przez 35 lat, to nie świadczy to źle o projekcie. Wręcz przeciwnie – skoro wytrzymał tyle czasu bez troski ze strony użytkownika dowodzi, że zaprojektowany został bezbłędnie”.
Nie jestem rzecznikiem prasowym UFO i nie mam najmniejszego zamiaru do utraty tchu bronić tej tymczasowej ingerencji w miejską przestrzeń publiczną. Wokół UFO pojawiło się kilka tematów, które warto zebrać i realnie się nad nimi zastanowić. A niewinny wpis mojego kolegi jest doskonałym punktem wyjścia.
Ale najpierw o projekcie. UFO, czyli Unexpected Fountain Occupation to nazwa instalacji, którą międzynarodowy kolektyw EXYZT zrealizował na warszawskim Placu na Rozdrożu. Jej celem jest ponowne wykorzystanie znajdującej się tam fontanny. Kuratorzy organizują tam pikniki, dansingi, proponują również pobyt w pokojach, które można wynająć na całą dobę. Jak czytamy w opisie projektu, „w okresie wakacyjnym fontanna stanie się centrum życia kulturalnego i publicznego. Artystom chodzi także o sprowokowanie dyskusji na temat sposobów użytkowania przestrzeni publicznej w nietypowy sposób”.
Ten nietypowy sposób zajmowania i wykorzystywania przestrzeni publicznej rozdrażnił Macieja Nowaka, który kieruje sąsiednim Instytutem Teatralnym. Zwraca on uwagę na tymczasowość akcji – po tym, jak te „sztachety w środku miasta” zostaną rozebrane, fontanna wróci do swojej pierwotnej funkcji, czyli pustego, zaniedbanego placu, na którym nieustannie przebywają bezdomni. Znowu stanie się brudną fontanną, wokół której rosną chwasty, stoją przepełnione kosze na śmieci, a wieczorem nie działają lampy. Nie wierzę, że władze Warszawy zdecydują się na gruntowny remont placu Na Rozdrożu, który będzie skonsultowany z okolicznymi mieszkańcami. Można się jedynie spodziewać efektu „dotleniacza” – czyli placu, który po kilku miesiącach nie nadaje się do użytkowania. Kolektyw EXYZT chce wywołać dyskusję o użytkowaniu przestrzeni publicznej, ale co robi w tym kierunku? Jak donoszą media, prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, czyli osoba, która powinna być najbardziej zainteresowana Warszawą, podobno chwali się, że postawiła w swoim mieście statek kosmiczny. Jeżeli na przechwalaniu się skończy, to prędzej czy później Warszawa stanie się komiczna, a nie kosmiczna, jak pewnie by chciała Gronkiewicz-Waltz.
A przecież możnaby stworzyć z tego placu miejsce spotkań wielu grup społecznych, które teraz odwiedzają UFO, a więc hipsterów, matek z dziećmi, emerytów… Wystarczy wyremontować, zasadzić kwiatki, odmalować ławki, postawić budkę z kawą, kanapkami i napojami, w weekendy puszczać muzykę. Można oddać tę przestrzeń w drodze konkursu organizacji pozarządowej lub instytucji kultury. Pomysłów jest wiele. Ale czy są wykonalne?
Innym problemem jest akceptacja okolicznych mieszkańców. UFO jest czynne do 22.00 (w weekendy do północy). Nie sprzedaje się tam alkoholu. Ucisza się grzecznie tych najbardziej rozkrzyczanych. Wszystko w trosce o mieszkańców, którzy są wrażliwi na ciszę, szczególnie w nocy. EXYZT chciało stworzyć coś na kształt Dotleniacza – miejsca powszechnej akceptacji, które mieszkańcy w pewnym momencie zaczną traktować jak swój własny ogródek. Jednak w instalacji Joanny Rajkowskiej nie trzeba było płacić za ciastko, czy kawę, ponieważ można było swobodnie przynieść swoje rzeczy. Oczywiście, pewnie do UFO również można wnieść własne przekąski, ale niewidzialna bariera towarzyska wprowadza takie osoby w zakłopotanie i w następstwie – zostają wykluczeni.
UFO jest miłym miejscem, gdzie można w niedzielne popołudnie poczytać na hamaku książkę, a w środku tygodnia potańczyć z 70-letnią panią. Jednak w końcu miną wakacje, kosmici odlecą, a Warszawa zostanie ze swoimi problemami. Lepiej pogadajmy o nich teraz, inaczej ze sztachet zbijemy sobie trumnę.
Arek Gruszczyński jest członkiem zespołu Fundacji Nowej Kultury Bęc Zmiana.
